Twój koszyk

Do zapłaty: 0.00 Zamawiam
Strona główna CZYTELNIA

Naturalne farbowanie tkanin - opowiada Aleksandra...

CZYTELNIA

Odkrywaj ciekawe miejsca, osoby, inicjatywy, receptury ziołowe i sposoby na dobrostan.

Naturalne farbowanie tkanin - opowiada Aleksandra Bystry, autorka książki „Dzikie Barwy”

farbowanie-ziolami-1024x683.jpg
22555015-1529093803795362-3926056970631541944-.jpg
26024-4015089951.jpg
czrny-bez-farbowanie-tkanin-2-1134x770.jpg
c-1-1160x770.jpg
20-leszczyna-1-1160x770.jpg
img-4974-1-1160x770.jpg

 

Jak popularne jest w Polsce farbowanie tkanin za pomocą roślin? Gdzie możemy znaleźć wiedzę dotyczącą tego procesu? Okazuje się, że już od pokoleń, nim wprowadzono sztuczne barwniki, istniały te, które stanowiły plony pól i lasów. W wywiadzie z autorką książki „Dzikie Barwy” rozmawiamy o tym, co warto wykorzystać podczas domowego farbowania tkanin i czy wszystko co „naturalne” oznacza „lepsze”.

 

 

 

Twoja książka stanowi efekt doświadczenia zbieranego przez lata. Czy mogłabyś o nim nieco więcej opowiedzieć?

 

Książka jest wyrazem mojej miłości do włókna oraz przyrody, w szeroko pojętym znaczeniu. To długotrwałe związki, pielęgnowane przez lata, w końcu utrwalone przez studia (studiowałam na Wydziale Tkaniny i Ubioru łódzkiej ASP) i życie zawodowe. Od dekady zawodowo projektuję tekstylia użytkowe i artystyczne. Są to tekstylia autorskie, z właściwościami sensorycznymi oraz wyciszającymi, dedykowane do wnętrz. Przez długi czas projektowałam i realizowałam w swojej pracowni także miękkie meble, poduszki dekoracyjne, pufy i dywany. Ostatnio to głównie tkaniny unikatowe zdobiące ściany oraz panele akustyczno-dekoracyjne do biur. A od 2014 roku prowadzę w całym kraju zajęcia edukacyjne związane z tkaniną. Przez te ostatnie lata szczególnie upodobałam sobie naturalne włókna oraz naturalne barwniki. Kiedy zaczynałam prowadzić warsztaty barwierskie okazało się, że farbowanie barwnikami roślinnymi w Polsce nie jest zbyt popularne. Jednak wiele osób połknęło bakcyla, pisało do mnie i dzwoniło z różnymi pytaniami. Więc zaczęłam pisać bloga na ten temat, dzikiebarwy.com. A kiedy okazało się, że istnieje realna potrzeba przekazywania jeszcze większej ilości wiedzy, uporządkowania jej - stworzyłam swoisty podręcznik barwienia naturalnego. Jest nim książka "Dzikie Barwy".

 

Skąd więc pomysł, by nagle skupić się na barwieniu tkanin naturalnymi barwnikami, kwiatami, roślinami?

 

Kiedy zagłębimy się w historię druku oraz barwienia, okaże się, że pierwszymi kolorami, jakie znali ludzie, były te naturalne. Miały pochodzenie roślinne (części roślin), zwierzęce (larwy, wydzieliny) i mineralne (glinki). Były od zawsze wykorzystywane zarówno do farbowania włókien i tkanin, jak i do tworzenia kosmetyków czy farb malarskich. Dopiero od niedawna - bo czymże jest 200 lat w historii ludzkości - stosujemy na masową skalę barwniki sztuczne. Przyroda jest mi zdecydowanie bardziej bliska niż chemiczne laboratorium czy fabryki, wolny czas spędzam na łące, w górach, w lesie... dlatego nie było mi trudno zająć się tym tematem. Zgłębiałam go doświadczalnie, zbierając rośliny i farbując, robiąc notatki, eksperymenty, szyjąc próbniki. Dodatkowo szukałam wiedzy na ten temat w starych książkach, artykułach naukowych, na blogach zagranicznych. I tak okazało się, że potencjał barwieski roślin jest ogromny, może wystarczyć na całe życie badań i dociekań, a może i na dwa życia.

 

Czy są to techniki, które możemy z powodzeniem wykorzystać w domu czy wymagają jakiegoś specjalistycznego sprzętu?

 

To nie jest skomplikowany proces, ale należy zachować podstawowe środki ostrożności. Przede wszystkim oddzielić farbowanie od jedzenia, czyli poświęcić jeden, dwa garnki i przeznaczyć je wyłącznie do barwienia. Najprostszy sposób na kolor, to po prostu ugotowanie roślin, odcedzenie i następnie podgrzewanie w kolorowej wodzie tkanin czy przędz. Jak widać potrzebne jest źródło ciepła, woda i garnki. W zasadzie to wystarczy, ale dodatkowo można zaopatrzyć się w sitko, fartuch, łyżkę czy kij do mieszania, kilka wiaderek, linki do suszenia... Osoby o podejściu laboratoryjnym mogą zainwestować w papierki lakmusowe, termometr do cieczy i dokładną wagę. Ale nie jest to warunek powodzenia. Ja często farbuję na wsi pod namiotem, gotując barwniki na ognisku. Wówczas proces dzieje się sam, ilości i temperatura określane są "na oko", tworzenie barw następuje spontanicznie i wiele decyzji oddaję żywiołom.

 

 

To dość oczywiste, że barwienie roślinami będzie zdrowsze, lepsze dla nas i planety z punktu widzenia ekologii. Wymienisz proszę jakieś inne wyróżniki?

 

Tutaj nie należy być radykalnym. Nie można zakładać, że wszystko, co jest naturalne jest z zasady lepsze.

 

Słuszne spostrzeżenie.

 

Farbowanie barwnikami pochodzenia roślinnego jest zdrowe i ekologiczne tylko wtedy, gdy wiemy, jak je przeprowadzić, gdy nie marnujemy przy tym np. wody i użytkujemy rośliny w sposób zrównoważony. Gdy spełnione są te i inne aspekty, faktycznie daje duże możliwości procesu alternatywnego dla ciężkiej chemii. Poza tym, wyróżnia je fakt, że barwniki roślinne są odnawialne i sezonowe - sezonowość może być wadą, bo nie o każdej porze dnia i nocy możemy pójść w plener po nasz surowiec. Jednak daje to większą łączność z cyklami przyrody i dla mnie jest zaletą.

 

Na czym polega więc odnawialność procesu?

 

Z kolei odnawialność polega na tym, że co jakiś czas możemy z tego samego stanowiska pozyskiwać rośliny, nie wymaga to specjalistycznej technologii i w przypadku roślin dziko rosnących to odnawianie dzieje się poniekąd poza nami. Barwienie roślinami wyróżnia także kwestia estetyczna. Te kolory są inne, subtelne, mniej krzykliwe. Odnoszą się do naszej głębokiej wrażliwości, do tego, co mamy zapisane w genach... Wiele osób, które pierwszy raz spotyka się u mnie w pracowni z tkaninami barwionymi naturalnie twierdzi, że te barwy są kojące, łagodne i uspokajające. Myślę, że wynika to z faktu, że pasują do siebie nawzajem. Bez względu na zestawienie.

 

 

Dlaczego aspekt ekologii jest dla Ciebie tak istotny?

 

Nie wiem, czy to ekologia w potocznym znaczeniu. Wydaje się, że obecnie ekologia kojarzy się często z byciem zero-waste, zdrowym odżywianiem, rolnictwem bez nawozów itp. A te i inne sposoby bycia eko można sprowadzić do świadomości, że jesteśmy połączeni z przyrodą, jesteśmy jej elementem, częścią składową, a nie gatunkiem stojącym obok, poza procesami naturalnymi. To przekonanie, że nasze wybory i działania mają wpływ nie tylko na nas. Czuję, że im więcej wiemy na temat funkcjonowania środowiska, nie tylko z książek, ale z własnych obserwacji, z przebywania w tym środowisku, tym lepiej możemy z nim współistnieć. Doceniamy to, co otrzymujemy od Matki Natury. Czasami zaczyna się to od dostrzeżenia, że rzeczy, którymi się otaczamy, powstały dzięki darom Ziemi, nie tylko ludzkiej myśli. Chodzi o drobne codzienne wybory, pełne szacunku dla przyrody. Uświadamiamy sobie, że ta planeta jest domem dla naszych potomnych, że pożyczyliśmy ją od naszych wnuków. Patrząc na świat w ten sposób, szukam harmonii w moich działaniach, czuję się za nie odpowiedzialna. A zarazem wszędzie czuję się dobrze, bezpiecznie, w domu.

 

Myślisz, że naturalne tkaniny, odzież produkowana w odpowiedzialny sposób, to zagadnienie odległe wielu osobom. Szczególnie w naszym kraju. Myślisz, że kiedyś będzie to stanowić chleb powszedni?

 

Sądzę, że to kwestia świadomości - znowu! Gdybyśmy wiedzieli, jak od podszewki wygląda proces tworzenia produktów, które kupujemy, może inaczej byśmy na nie spojrzeli. Kiedyś tak było, że na polskiej wsi istniały przydomowe ogródki barwierskie, a każde gospodarstwo miało małe poletko lnu na włókna i kilka owiec na wełnę... Ale jest nas więcej, żyjemy w dużej mierze w miastach, nie zajmujemy się uprawą roślin na pożywienie ani do celów twórczych. Praca współczesnego człowieka jest angażująca czasowo, a zatem rzeczy codziennego użytku nabywamy w sklepach, bo tak jest szybciej, wygodniej. Oczywiście sporo się zmienia, w wolnym czasie wielu z nas zajmuje się swoim hobby, coraz więcej osób pała się rękodziełem, ale nie są to sprawy bytowe ("muszę uprząść wełnę na płaszcz, bo moja jedyna kurtka się zużyła"), a raczej przyjemnościowe. Trudno mi przewidzieć, jak to będzie. Ostatnio sporo osób, firm, odzywa się do mnie po poradę, chcą wprowadzać kolekcje, krótkie linie odzieży i dodatków barwionych roślinami. Jednak często okazuje się, że to sprawa kosztowna, wymagająca czasu i umiejętności. I tutaj nasuwa się pytanie - czy przeciętnego konsumenta stać na zakup lnianej koszuli za kilkaset złotych? Ja uważam, że tak - pod warunkiem, że ma jedną, dwie takie koszule i o nie dba. Jest to wszak ekwiwalent kilkunastu bluzeczek z sieciówki, wytworzonych niekoniecznie etycznie, niekoniecznie lokalnie, raczej z włókien syntetycznych lub sztucznych. Odważę się też powiedzieć, że te dwie lniane koszule będą nam dłużej służyły i dawały lepszy komfort użytkowania, niż 8 bluzek poliestrowych. To pytanie do każdego z nas, czy potrzebujemy ilości, czy jakości.

 

Jakie informacje zamieściłaś więc w książce, by przeprowadzić Czytelnika przez nową wiedzę?

 

Połowa książki to teoria, wprowadzenie do tematu barwienia. Jest sporo o samym farbowaniu, jak przebiega i na czym polega, a także dwa duże rozdziały: o roślinach i o włóknach. Druga połowa książki to ok. 50 przepisów na ponad 40 gatunków barwierskich. Niektóre rośliny są lokalne, inne egzotyczne. Wszystkie receptury razem wzięte pozwalają zbudować bogatą paletę kolorów.

 

 

Oglądając książkę wydaje mi się, że przypomina nieco książkę kucharską, proporcje, tu zamieszać…

 

He he, trochę tak jest. Farbowanie roślinami określiłabym jako przyrządzanie kolorów. Poszukujesz barw, jak kucharz smaków. Podobnie jak w kuchni, wszystkie chwyty dozwolone, aczkolwiek istnieją sprawdzone zestawienia, receptury... Możesz eksperymentować lub oddać się gotowym przepisom. Często ważny jest czas gotowania, temperatura, a także jakość surowców/produktów. No i niewątpliwie humor gotującego.

 

Podaj proszę więc jakiś przykład barwienia, by zachęcić do rozpoczęcia własnej przygody z roślinnym barwieniem.

 

Dla osób leniwych lub początkujących świetnym surowcem będą odpadki kuchenne, np. łuski cebuli. Wiem, brzmi to banalnie, ale jest to jeden z barwników niedoceniancyh, powodujących wielki zachwyt na zajęciach. A więc zbierz torbę wysuszonych łusek, zalej je wodą i gotuj przed 2 godziny. Odcedź. Jedwab i wełnę możesz włożyć od razu - będą czerwonawe. A jeśli pragniesz złotego pomarańczu, dodaj porcję ałunu i włóż do garnka bawełnę czy len. Gotuj tkaniny 1-2 godziny, często mieszając. Następnie wyjmij, wypłucz pod bieżącą wodą i wysusz w cieniu. Cebula pozwala zbudować paletę kolorów, które kojarzą się z Tybetem, to złote, nasycone żółcienie i ciepłe, głębokie odcienie pomarańczowego oraz ceglanej czerwieni.

 

To jedne z moich ulubionych barw! Rozmowa z Tobą pokazuje, że świat roślin jest niezwykle wielowymiarowy.

 

 

Stronę Oli i wiele roślinnych opowieści znajdziecie pod adresem www.dzikiebarwy.com

 

Rozmawiała: Malika Ledeman

 

 

 

 

 

 

 

 

07-02-2021 0 148 odsłon

POZNAJ INSPIRUJĄCE OSOBY

Anna Ras Menet

Anna Ras Menet

OPIEKUNKA WRAŻLIWOŚCI
Joanna Waścińska

Joanna Waścińska

LEŚNE KĄPIELE
Ola i Aga

Ola i Aga

PROJEKT SELFLOVE

Polecane produkty

Otrzymuj informacje o najnowszych produktach, wydarzeniach dla kobiet i artykułach na platformie.